Menu

Tebe Gada

co dwa tygodnie o produktach i zespołach

Nowy zawód: właściciel produktu

tebe

Oto nowy zawód: właściciel produktu cyfrowego. Coraz częściej w firmach potrzebne są osoby, które rozumiejąc rynek i użytkowników sprawnie poruszają się na styku biznesu i technologii. Ich głównym zadaniem jest podejmowanie decyzji związanych z rozwojem.

Właściciel musi wiedzieć co najbardziej dolega produktowi i czego brakuje jego użytkownikom. Powinien ich i produkt znać na wylot. Rozumieć każdy aspekt jego działania, rozumieć jak funkcjonuje obsługująca go technologia, ale też jakie procesy są z nim związane – co i jak robią pracujący przy nim ludzie. Musi też wiedzieć z czym produkt najmocniej odstaje od konkurencji (co nie znaczy, że tę konkurencję ma gonić).

W branży cyfrowej nie ma produktów skończonych. Zawsze są jakieś rzeczy do poprawienia lub zbudowania. Dynamicznie zmienia się oferta konkurencji i technologia. Inspiracji do rozwoju nie brakuje. Niestety realizacja większości dostępnych pomysłów nic zmienia, a za każdym razem zajmuje czas i kosztuje. Rozwój wymaga wyborów: nawet jeśli idzie szybko, to cokolwiek robimy, nie robimy w tym czasie czegoś innego. By osiągać efekt można robić dużo, licząc, że czasem się trafi, albo niewiele, starając się dobrze wybierać.

Praca właściciela produktu to ciągłe podejmowanie decyzji o rozwoju i współpraca z ludźmi w projektach, w których te decyzje są realizowane. To komplikuje się wraz z wielkością organizacji. Złożone, popularne produkty obsługuje często kilka grup osób. Może to być nawet kilkudziesięciu ludzi z kilkoma szefami w strukturze. Zajmują się jego sprzedażą, tworzą zapełniające go treści, komunikują się z użytkownikami. Z drugiej strony, do każdego projektu rozwojowego trzeba zwykle zaangażowac kilku ludzi: programistów, webmastera, projektanta i grafika. Gdyby zebrać wszystkich szefów i ludzi niezbędnych w realizacji, czasem trudno znaleźć dla nich salę. Poza kłopotami logistycznymi, udział tych wszystkich ludzi może powodować paraliż decyzyjny.

Jak z tego wybrnąć? Rozwiązanie to właśnie "product owner" reprezentujący wszystkich zajmujących się produktem. Musi on ich dobrze znać, słuchać i rozumieć. Pracuje z nimi nad wizją i strategią rozwoju. Jej świadomośc pozwala mu ocenić, co jest ważne, które zmiany ją wspierają, a które nie. Jako jedyny przedstawiciel biznesu jest kluczowym członkiem zespołu projektowego.

Idealnie gdy właścicielem jest to sam szef biznesu związanego z produktem. Gdy jednak biznes jest duży - ktoś bezpośrednio raportujący do niego. Produkt owner musi być stale dostępny dla zespołu projektowego. Musi mieć przy tym wiedzę niezbędną do pracy z technologią nad produktami dla ludzi. Musi rozumieć jak użytkownicy korzystają oni z cyfrowej komunikacji (z internetu, komputerów, smartfonów itp.). Nie może nie potrafić dogadać się z programistami. To kluczowa rzecz – dogadać to znaczy umieć zyskać szacunek, potrafić uzyskać kluczowe informacje i wspólnie znaleźć optymalne drogi realizacji celów. Umieć zadawać dobre pytania i prowadzić dialog. Nie korpo-dialog oparty na władzy i hierarchii, ale normalną otwartą rozmowę.

Uwaga: Nie chcesz przegapić wpisu? Zapisz się na newsletter.
Bez obaw, piszę najwyżej raz na 2 tygodnie.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [ąę] *.polkomtel.com.pl

    a gdzie tu nowość? Product Manager to drugi, najstarszy zawód świata ;-)

  • tebe

    Dobre pytanie, choć nie do końca trafia do mnie wspierająca go teza. Mógł/abyś ją rozwinąć?
    Nowość wiąże się przede wszystkim z koniecznością działania na styku - dotąd (do ostatniej dekaty) IT w takiej skali nie zajmowała się tworzeniem produktów dla odbiorcy indywidualnego. I nigdy nie było tak dużej potrzeby wykorzystywania technologii przez biznesy oferujące produkty konsumentom.

  • Gość: [ąę] *.polkomtel.com.pl

    Spróbuję tego nie zagmatwać.

    W moim odczuciu wszędzie, gdzie produkt nie jest ostateczny (jak autostrada), a jest w ciągłym rozwoju rozumianym jako dążenie do efektywności kosztowej, zwiększania sprzedaży oraz, gdzie istnieje pewna "technologia produkcji", to taki product manager, czy też product owner jest niezbędny i "stosowany". W każdej branży, nawet batoniki mają swoich product managerów - są raz mniejsze, raz większe, raz pakowane po 3 raz sprzedawane w paczkach po 5 i jest im zmieniany skład i smak zależnie od rynku. Nooo może w budownictwie mają najtrudniej, chociaż tam też pewnie jakieś ewaluacje się robi... ;-) Dlatego piszę, że to działa już od dawna, w IT również.

    Zależnie od organizacji - jej kultury i struktury umocowanie product managera wygląda różnie (thx captain obvious) , ale chyba zwykle współpracuje on z "produkcja ownerem" po stronie działu produkcji i "brand/strategia ownerem" po stronie marketingu/sprzedaży/strategii :-)

  • tebe

    Spoko, rozumiem. Dzięki za wyjasnienia.
    Jeżeli jednak to tak stary zawód, to dlaczego tak niewielu dobrych po jest na rynku? Szukamy osób, które potrafią powyższe i jak to mówią, szału nie ma.

  • Gość: [ąę] *.polkomtel.com.pl

    Bo w ogóle jest mało product managerów :-) w mniejszych organizacjach ludzie nawet nie wiedzą, że to robią, w większych trudno się zorientować czy jest się project czy product managerem. Poza tym to jest, wbrew pozorom, trudna robota - jest się między młotem a kowadłem a do tego trzeba się znać i na młocie i na kowadle ;-) Ale nie ma to tamto, daje duuużo satysfakcji :-)

© Tebe Gada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci