Menu

Tebe Gada

co dwa tygodnie o produktach i zespołach

Bangkok - kilka rad i nietypowych atrakcji

tebe

A teraz coś z innej beczki: kilka rad i wskazówek po moim pobycie w Bangkoku. 

Przygotowanie

To fantastyczne jak dziś można przygotować się do takiej wycieczki. Nie warto już kupować przewodników. Miałem dwa, jeden zabrałem ze sobą, jednak na miejscu nawet go nie otworzyłem. Przydawały się notatki w Evernote kompilowane z wikitravel, blogów i innych stron.

Na Bloksie znalazłem użyteczną relację m.in. o transporcie z lotniska Suvarnabhumi. Przeczytałem pół bloga Marka Wiensa, który żyje z publikacji dla turystów. Obejrzałem kilkanaście jego filmów na YouTube (i parę godzin innych), dzięki temu wiedziałem co robić i gdzie iść. Polecam też sympatyczne wideo NatGeo. Autor odwiedza najlepsze miejsca z ulicznym jedzeniem w mieście, okazało się po sprawdzeniu. Poszedłem jego śladem. 

Po przylocie w miarę szybko warto zaopatrzyć się w dobrą mapę - z nazwami angielskimi i tajskimi. Do pewnego stopnia alternatywą jest lokalna karta SIM, która pozwala korzystać z danych i Google Maps. Jednak słabo to się nadaje do pokazywania celu tajskiemu taksówkarzowi. Może udawać, że nie rozumie, przy mapie będzie mu trudniej. Dyskusje z taksówkarzami to jedna z zabawniejszych miejskich gier, jakie się tu uprawia.

Zanim zaopatrzymy się w SIM lub mapę, warto w aplikacji Triadvisor ściągnąć Bangkok do trybu offline. Wszystko działa, przynajmniej się nie zgubimy, co w tym mieście jest łatwe. SIM-y promocyjne rozdają już na lotnisku, ale w każdym 7-eleven (spożywczak powszechny jak u nas Ruch) można kupić karty choćby operatora True. Zero formalności. Rozmowy do Polski w taryfie ekonomicznej są zaskakująco tanie (w sumie wydałem na kartę 20 zł a rozmawiałem i rozmawiałem).

Nocleg od 3 dni warto organizować za pomocą Airbnb. Kluczowy powód: apartamenty z naprawdę fajnym widokiem na miasto. W hotelu nie wiesz gdzie Cię umieszczą. Plus na Airbnb poznajesz gospodarzy, co jest fajne. Jedna różnica na niekorzyść: hotele są naprawdę wyciszone (przeszkadzać może tylko klimatyzacja).

widokDla takiego widoku wybieramy AirBNB. (zdjęcia do wpisu są moje)

Pieniądze, przyjazd i logistyka

Koszt takiej wyprawy nie jest już gigantyczny (zwłaszcza jeśli nie musisz mnożyć wszystkiego x 4), a doświadczenie fantastyczne. Do Bangkoku pojechałbym nawet na tydzień, koszt przestawienia się na czas lokalny jest przereklamowany - ekscytacja podróżą pomaga. Gorzej jest z powrotem do rzeczywistości.

Przylatuje się na lotnisko Suvarnabhumi, które jest jakieś 30 km od centrum. Wygodnie do miasta dostaniecie się pociągiem wprost z najniższego poziomu lotniska. Jeśli umawiacie się w centrum, doliczcie do przylotu co najmniej 2 godziny. Sporo może zająć odprawa wizowo-paszportowa - w szczycie kolejki bywają gigantyczne, a idzie to wolno (warto zabezpieczyć napoje oraz skorzystać z toalety, ew. zadbać o to, by dzieci to zrobiły).

Do Tajlandii nie opłaca się przywozić lokalnych pieniędzy - Bathów (chyba, że jakieś nam zostały). Kupowanie ich w Polsce to najdroższy z możliwych sposobów (z ciekawości wszystko w każdą stronę i w każdym wariancie policzyłem). Warto przywieźć dolary, w tym momencie ich zakup przelicza się korzystniej niż Euro. Za każdym razem korzystniej przy znaczącej sumie oznacza tu dodatkowy obiad dla jednej osoby.

Nie jest opłacalna wymiana na lotnisku - tu kursy są mniej korzystne niż na mieście. Dlatego pierwsze Bathy najlepiej wyciągnąć z bankomatu - jakąś nieokrągłą sumę, żeby mieć różne typy banknotów. Sprawdźcie jakie opłaty wasz bank dolicza do karty. Oprócz obowiązkowego myta 180 bathów z lokalnego banku wpływają one na koszt pozyskania waluty. Jakie to są różnice? Za 5000 płaciłem od 625 do 637 zł.

Atrakcje Bankoku - przeżycia i jedzenie

W recenzjach tajskich hoteli na Booking.com masa ludzi narzeka, że obsługa nie mówi po angielsku. Dla mnie to dogadywanie się było świetną zabawą. Nawiasem, oni nawet gdy mówią po angielsku, to tak, że połowy nie rozumiesz. Choćby dlatego, że nie wymawiają np r - u nich roti to loti. Czyli naleśnik. 

Gdy czytasz przewodnik po Bankoku, wydaje się, że jedyne co tam można zobaczyć to świątynie. Rzeczywiście jest tam ich sporo, ale poza nim naprawdę jest co robić. Moje trzy atrakcje, niekoniecznie typowe są takie.

Jedzenie. Bez obaw można jeść na ulicy. To zresztą normalny sposób odżywiania się Tajów (przed wyjazdem oczywiście szczepimy się na to co trzeba). Wybór jest fantastyczny, potrawy świeże i pyszne. Czasem bezpieczniej jest zjeść na ulicy, w miejscach, które są popularne i ludzie na bieżąco zjadają wszystko co przygotuje dostawca. Ten, gdy sprzeda wszystko kończy robotę. Jeśli nie jesteśmy pewni miejsca, warto wieczorem rzucić okiem kto kiedy kończy i z czym. Omijaliśmy tylko sprzedawców, którzy zostawali wieczorem z jedzeniem.

Na start polecam jeden adres w Bankoku: Sukhumvit Soi 38. Ma świetne połączenie z hoteli w centrum. To taki zaułek, w którym uczta zaczyna się około 18 i trwa do 2 w nocy. Warto pogooglać i odwiedzić (to tylko jedna z opcji, ale tę sprawdziłem).

nalesniki_na_ulicy_bangkokuTo nie jest Sukhumvit Soi 38, inne miejsce. Pani robi pyszne naleśniki na ulicy. Obok ceny, najdroższy ok 4 zł.

Kanały. Skojarzenia z Wenecją wkazane, Bankok jest nimi poprzetykany. Przeczytacie, że świetną metodą komunikacji jest rzeka i rzeczywiście, doskonale i bez korków można się tam przemieszczać łodziami-tramwajami. Warto też przepłynąć się kanałami. Są dwa typy komunikacji wodnej: turystyczna i lokalna. Trzeba szukać tej drugiej. Za pierwszym razem pobłądzicie i zapłacicie "podatek" - za podróż np. 40 bathów zamiast 15. Potem już będziecie wiedzieć, o co chodzi. Polecam podróż kanałem Saen Saep ze Złotej Góry do centrów handlowych, przy których są stacje kolejki Sky Train (stacja Pratunam). Taki tramwaj to doskonała zabawa. Pędzi, hałasuje, pod mostami trzeba pochylać dach, bo się nie mieści. 

kana_saen_saepTramwaj wodny na kanale Saen Saep.

Sky bary. Warto się w nich czegoś napić wieczorem spoglądając z góry na miasto. Dobrze poczytać o barach, zanim do nich pójdziemy - ceny drinków potrafią być szokujące. Za swoje dwa zapłaciłem ok 50 zł, bardzo dużo jak na Bangkok, ale przyzwoicie jeśli chodzi o skybary. Wybraliśmy się do baru Above Eleven, który ma dodatkową atrakcję. Oto zdjęcie najlepszego pisuaru w Bangkoku:

toaleta_sky_bar

 

Jeśli dobrnąłeś do tego miejsca: dziękuję za uwagę.

Miło będzie jeśli pstrykniesz like.

Ten wpis jest na inny temat, niż cała reszta blogu. Zwykle piszę o projektowaniu i rozwoju produktów cyfrowych.

© Tebe Gada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci