Menu

Tebe Gada

co dwa tygodnie o produktach i zespołach

Jak Lean Startup stał się korporacyjną innowacją

tebe

Wybrałem się do Amsterdamu na Lean Startup Summit. Lubię to miasto i Holandię (sery, kanały, śledzie i różne inne), chciałem też zobaczyć co w temacie dziś się dzieje. Wygląda na to, że zamiast robić lepsze produkty bardziej opłaca się wymęczać innowację w korporacjach.

"The Lean Startup" jest jedną z najważniejszych książek biznesowych ostatniej dekady. Ericowi Riesowi udało się wyciągnąć wnioski z problemów jakie sprawia rozwój produktów i w spójny sposób zaproponować jak sobie z nimi radzić. Jego książkę czytaliśmy w Gazeta.pl w 2012, dość świeżo po wydaniu, dziś do niej wracam i uważam, że nie straciła wagi. Teraz autor napisał hmmm... sequel, który zwie się "The Startup Way".

W jednym z tzw. "blurbów" nowej książki Robert Sutton, profesor zarządzania ze Stanforda, napisał, że autor może być nowym Peterem Druckerem. Z całym należnym szacunkiem, wydaje się to być nadużycie. Poczekajmy trochę z takimi ocenami, tym bardziej, że o tym jak Drucker wyprzedził epokę widzimy dopiero po ponad 50 latach.

Tych notek od znanych postaci Ries zresztą nagromadził prawie 30. Bardziej przemawia do mnie to co napisał Tom Peters. Jak na niego zaskakująco zresztą jest to wyważone (Peters częściej przegina niż Sutton). "Korporacje borykają się z kłopotami większymi niż kiedykolwiek". Tym teraz zajmuje się "ruch Lean Startup". Czy dlatego, że w startupach szybciej się uczą i mają mniej czasu i pieniędzy na konsultantów?

Udział w konferencjach to zawsze dobra okazja do poznania ludzi i wymiany doświadczeń. Same prezentacje są ciekawe, ale jeśli ktoś chce pogłębić wiedzę na jakiś temat, znajdzie masę świetnych wykładów na YouTube. Lepszy jest udział w warsztatach, ale najważniejsza jest praktyka. Musi zaboleć, żebyśmy zrozumieli jak coś robić. To zresztą jeden z ciekawszych wniosków z Amsterdamu: innnowacja to pasmo porażek. Sukcesy są nieliczne i ciężką pracą okupione.

Było to słychać w bardzo dobrym wystąpieniu Benoît Legranda, który pracuje jako Chief Innovation Officer w ING Banku. Był szczery, otwarty, mówił bardzo ciekawie. W czasie sesji pytań przyznał, że stosunek sukcesów do porażek w innowacyjnych przedsięwzięciach to mniej więcej jeden do trzydziestu. Potrzebna jest cierpliwość, wytrwałość i dobre przywództwo, by zniesc ten koszt.

Tak po prostu jest, pytanie dlaczego spodziewamy się czegoś innego. Może dlatego, że patrzymy na innowacje z perspektywy sukcesów. Oczywistość gotowego produktu jest źródłem jednego z największych mitów związanych z rozwojem. Nie widać przegranych, nie widać włożonej pracy. Widzimy np. świetne suszarki do rąk Dysona (szybko skopiowane przez innych producentów), widzimy wyjątkowy odkurzacz. Nie pamiętamy, że aby ten odkurzacz zbudować Dyson zrobił około 5 tysięcy prototypów. Potem musiał założyć firmę, gdyż żaden z producentów nie chciał wprowadzić produktu na rynek.

Ciekawe jak niewiele osób to rozumie. Dlaczego powstaje tak wiele produktów i usług dla nikogo. Z drugiej strony, jak to się dzieje, że mimo eksplozji popularności projektowania, która miała miejsce ponad 10 lat temu nadal tak wiele popularnych produktów jest źle zaprojektowanych...

Napisałem też zainspirowaną konferencją historię Lean Startup anventures in corporate world (Medium). Tam nieco inna perspektywa.

*

Nie chcesz przegapić wpisu? Zapisz się na newsletter. Przychodzi raz na miesiąc. 
Obok ostatnich wpisów zawiera linki do materiałów uzupełniających.

© Tebe Gada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci